Liny
Do najbardziej lubianych zabaw, choć budzących trwogę (zwłaszcza u osób z lękiem wysokości), należy chodzenie po linach. Nie wyjeżdżając z miasta, można udać się na ściankę wspinaczkową, odpowiednią do swoich umiejętności – trudniejszą lub łatwiejszą. Najlepiej wybrać się tam ze znajomymi o podobnych zdolnościach, by nie czuć się jedynym, który potrzebuje pomocy instruktora. Pod miastami lub w miastach są także parki linowe, na przykład w Koszalinie, Sokolnikach, we Wrocławiu, Chorzowie, czy w Kobylnicy pod Poznaniem. Można w nich doświadczyć takich przyjemności, jak zjazd kolejką tyrolską czy przeprawę przez most birmański oraz wiszące drabinki.
Podobne atrakcje przygotowane są w górach, na przykład w Srebrnej Górze. Tam właśnie można zjechać z mostu na linie, dowiedzieć się, co to tyrolka oraz most komandoski. Porównywalne zadania czekają na przybyłych do Brzedni, gdzie odbywają się nawet szkolenia pracownicze. Tam oprócz nocnych zjazdów kolejką tyrolską nad jeziorem przewodnicy prowadzą zajęcia grupowe wymagające ścisłej współpracy oraz logicznego myślenia. Należy do nich przeprawa na linach zawieszonych między drzewami, w której każdy musi przejść od samego początku do końca z pomocą kolegów i z definitywnym zakazem schodzenia z „toru”, co wiąże się z powrotem do początku trasy.
Z wykorzystaniem lin tworzy się także mosty tybetańskie (zrobione w kształcie litery V) oraz pajęczynę (ściana rozciągnięta między drzewami, na którą składają się różnej wielkości otwory, należy przez nią przejść bez dotykania lin). Tego typu zadania bywają czasochłonne, czasem odkrywają czyjeś lęki, a niektóre uczą działania w grupie. Wykonując je, należy pamiętać o zachowaniu bezpieczeństwa. Wiąże się to z zakładaniem uprzęży (jeśli celem jest m.in. zjazd po linie alpinistycznej czy kolejką tyrolską) oraz zakazem chwytania stalowych lin w parkach linowych. Takie imprezy nie są jednak tanie, ponieważ wiążą się z zatrudnianiem instruktora, co kosztuje czasem więcej niż samo skorzystanie z atrakcji.